Zakład

Powiesz, że moja opowieść to stek bzdur. Nie obrażę się, naprawdę. Ja sam dzisiaj mam wątpliwości, czy to nie są tylko wymysły mojej wyobraźni, bo co prawdą jest dziś, okazuje się fałszem jutro. Jednak wyznam wszystko co pamiętam, każde wspomnienie, choćby te najgłupsze i najbardziej absurdalne. Nie uwierzysz, trudno, ale ja będę wolny. Bo prawda daje wolność…

Nadzwyczajne tory
Tory kolejowe przechodzące przez gęsty, ciemny las zawsze robią wrażenie. Nieraz siadałem na znajdującej się nieopodal balustradzie i myślałem. O czym? Oczywiście, że o śmierci i samobójstwie. Takie miejsca do tego zmuszają. Kiedy widzisz impet nadjeżdżającego pociągu oraz potrafisz wyobrazić sobie moc, jaką on generuje, zdajesz sobie sprawę, że w niektórych przypadkach może być to maszyna śmiercionośna. Śmiem nawet stwierdzić, że to miejsce jest idealną metodą na odebranie sobie życia. Wystarczy tylko opanować strach. Potem tylko kładziesz się na torach i czekasz na nadjeżdżający pociąg. Śmierć jest szybka i bezbolesna. A co lepsze, nikogo nie pociągasz wtedy do odpowiedzialności. W sekundę jesteś wolny i nie robisz krzywdy żadnemu innemu człowiekowi. To ważne. To wbrew pozorom cholernie ważne. Pamiętaj o tym. Warto jednak wiedzieć, że nie każdemu taka śmierć jest pisana. Nawet jeśli idziesz tamtą krętą i nierówną ścieżką, możesz oczekiwać na cud. Wyśmiejesz mnie teraz i masz ku temu pełne prawo. Pamiętaj jednak, że zdarzają się rzeczy, które racjonalnie bardzo trudno wyjaśnić. Mnie spotkało co
ś takiego i do dzisiaj nie potrafię tego sobie wytłumaczyć w sposób naukowy i logiczny.

Miłe złego początki
Znamy się już długi czas, dziś mam 67 lat, całe szczęście, że łapię się już na emeryturę. Ale ty już nie będziesz miał tak dobrze, wiesz? No pewnie. Jestem poczciwym katolikiem, chodzę do kościoła, piję alkohol i czasem uderzę żonę. Znaczy, kiedyś byłem inną osobą. Zanim się tutaj sprowadziłeś wraz z rodziną, moje życie było sielanką. Słuchaj, widzisz tę kobietę? Moja żona, lat 58. Nie do uwierzenia, prawda? Wyobra
ź sobie ją sprzed 40 laty. Nie dasz rady. Największa laska w mieście. Każdy chłopak chciał ją mieć, ja nie byłem inny. I udało mi się. Do dziś nie wiem czemu wybrała właśnie mnie. Łódź znała ludzi bogatszych, Łódź znała ludzi mądrzejszych, wieś znała ludzi bardziej pracowitych. Ja byłem zwykłym chłopaczkiem bez większych perspektyw. Mój ojciec prowadził sklep spożywczych. Słaby biznes, do dziś nieopłacalny. Słuchaj, daruję sobie więcej szczegółów z dzieciństwa, co? To bolesne czasy, a chciałbym już przejść do meritum i szybko zakończyć tę naszą rozmowę. Tak więc, w 1984 pobraliśmy się. Najpiękniejsza chwila w moim życiu i to się raczej już nie zmieni. Niedługo potem urodziła się Anetka, miałeś ją okazję chyba nawet poznać, nie? Zaraz po niej Pawełek, potem Mateuszek i na koniec Sławek. Wszyscy zdrowi, silni i bystrzy. Niczego nam nie brakowało, dużo nie zarabiałem, ale na chleb i wyprawkę do szkoły dla dzieci starczało. Sielanka. Żyć nie umierać.

Bóg i diabeł
Dziś sobie to wyobrażam tak, że Pan Bóg w którymś momencie spotkał się z Diabłem. Lucyfer widząc nasze szczęście założył się z Bogiem o to, że jeśli ten ześle na nas klęskę, my odwrócimy się od niego. Przyjął zakład. I się zaczęło. Pan nie miał dla nas litości, zabierał nam każdą cegiełkę szczęścia. Mur miłości, który tak zachłannie stawiali
śmy został zniszczony jak płot zaatakowany przez tuzin czołgów.

Mateusz
Mateusz. To był wypadek. Przeżył. Tylko po co? Spójrz na niego. Warzywo. Wodogłowie. Kochamy go, ale sam rozumiesz. To nie jest normalne. On nie mówi. Nie cieszy się. Nie gra w piłkę z kolegami. Nie organizuje imprez. Nie spotyka się z dziewczynami. Co prawda nie sprawia już kłopotów wychowawczych, ale to marne pocieszenie. Lekarze dawali mu maksymalnie dwa lata życia przy świetnej opiece. Od tego czasu minęło pięć lat, a on jeszcze żyje! Czyż to nie cud? Cud? Czy prawdziwym wybawieniem nie byłaby jego śmierć?

Aneta
Anetka. Moja ukochana córeczka. Wiesz, chyba każdy z rodziców ma swoje ulubione dziecko. Rozumiesz, wszystkie kochamy tak samo, ale jeden z nich ma jakieś specjalne względy. Anetka była właśnie taką córeczka tatusia. Gimnazjum ukończyła na samych szóstkach, maturę zdała olśniewająco, a studia prawnicze również nie były dla niej jakimś wyzwaniem. Mimo tych wszystkich sukcesów zawsze pozostała sobą. Założyła rodzinę, wzięła ślub, spłodziła dwójkę dzieci. Została zatrudniona w największej kancelarii prawnej w naszym mieście. Często bolała ją głowa. Myśleliśmy, że to normalny stres związany z dużą ilością obowiązków. Zdarzały się nieprzespane noce, w głowie biło czerwone światło, a pulsujący ból nie odpuszczał. To był guz. Na mózgu. Wyrok? Byłeś na jej pogrzebie. 29 lat. Z tego co wiem nawet pomagałeś wykopać jej ten dół, w którym teraz spoczywa na wieki. Nie mam do ciebie żalu, pomogłeś, dzięki.

Sławomir
Sławek. Ech, to był łobuz. Ale wiesz, taki pozytywny. Nigdy nikogo nie pobił, swoją inteligencją radził sobie jakoś w szkole, choć przy książkach to nigdy go nie widziałem. Miał to trochę po tatusiu. Sławek miał dwie wielkie pasje, piłkę nożną i motory. Zawsze obawia
łem się kolejnych ścigaczy, które widywałem na naszym podwórku. Przecież zdawałem sobie sprawę, że raczej nie służą one do jeżdżenia 50 km/h w terenie zabudowanym. Ale nie reagowałem. Czy mam pretensje do siebie? Nie. Prędzej czy później, i tak by do tego doszło. To była zima. Śliskie ulice oraz nadmierna prędkość były głównymi przyczynami wypadku. Nie było czego zbierać ze Sławka. Tu palec. Tam stopa. Jego kolega, ten Wojtek, dwa domy od ciebie, przeżył. Cały połamany. Ale przeżył.

Paweł
Został Paweł. Żyje i nawet ma się dobrze. Widzisz, pracuje, ma dziewczynę. Ale nie zawsze tak było. Po śmierci Sławka wpadł w alkoholizm. Upijał si
ę na umór. Raz spowodował wypadek, stłuczkę, nic groźnego. Ale wspomnienia wróciły. Miałem dosyć. Byłem pewien, że i mojego ostatniego syna zabierze mi Pan Bóg. Postanowiłem skorzystać z bezpiecznego miejsca, które bezboleśnie oddziela życie i śmierć.

Objawienie i samobójstwo
Wybrałem się do lasu wieczorem pod pretekstem kolejnej imprezy u Janka. Byłem zdecydowany. Idąc ciemną ścieżką nagle poczułem ciepły podmuch wiatru. Dziwne, pomyślałem, przecież mróz już dawno zdążył zagościć na gałęziach drzew. Stwierdziłem, że to tylko ułuda. Logicznie. Jednak za moment podmuch był jeszcze silniejszy. Odwróciłem się, spojrzałem w głąb lasu i zobaczyłem nagrobek. Tak, dobrze słyszysz nagrobek. Poczułem magiczną siłę, aby do niego podejść. Inaczej, moje nogi same mnie ku niemu poniosły. Kiedy zatrzymałem się kilka kroków od niego, padłem na kolana. Widziałem jakieś nazw
iska wypisane na płycie, ale nie mogłem ich dokładnie przeczytać. Klęczałem tak dobrą godzinę, po czym w mojej głowie pojawiło się światło mówiące, że samobójstwo byłoby głupotą. Tak jakby coś mi powiedziało: „Przeżyłeś najtrudniejsze chwilę, teraz chcesz skapitulować?”. Wróciłem do domu.

Znowu Bóg i diabeł
Dzi
ś wyobrażam sobie to tak, że zakład między Szatanem a Panem Bogiem wtedy został zakończony. Nie wiem, kto zwyciężył. Obaj mieli swoje argumenty. Boże, jeśli zawiodłem cię, udając się na tory – przepraszam. Jeśli przez to przegrałeś zakład – przepraszam.

Normalność
Wiem jedno, od tego czasu nasze życie zaczęło się układać. Paweł poznał Magdę, przestał pić. Ja zacząłem ponownie szanować moją żonę, choć jeszcze nieraz zdarzają się momenty, kiedy wracają nawyki z niedalekiej przeszłości. Wiesz, o czym m
ówię. Ona widząc szczęście swojego syna, złagodniała i wróciła w niej iskierka życia. Dziś jest dobrze. Wspaniale. Oczywiście, brutalnych wspomnień nikt nie wyrzuci nam z pamięci. Ale staramy się żyć normalnie. A ja modlę się, aby już Szatan i Pan Bóg nie zakładali się o nikogo związanego z moją rodziną.

Rzeczywistość czy sen?
Masz pełne prawo pomyśleć, że bajdurzę. Zaczarowany nagrobek, którego wcześniej i później nikt nie widział. Wiesz co? Z biegiem czasu i ja zaczynam mieć wątpliwości, że to był tylko sen, a ja wszystko sobie wymyśliłem. Ale jakaś cząstka mojej duszy zdecydowanie się temu sprzeciwia. Niezaprzeczalny jest jednak fakt zesłania na mnie wielu nieszczęść, sam byłeś
świadkiem kilku z nich. Potem to wszystko się odwróciło. Do dziś się zastanawiam, czy Paweł by żył, jakbym nie poszedł wtedy do lasu z zamiarem samobójstwa…

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s